
Fragment publikacji z bloga Azraela. Pełen wpis tutaj
Tylko upublicznienie, podobnie jak to jest z ochroną zdrowia, telewizji, puszczenie jej na giełdę, przy zachowaniu pakietu kontrolnego - i finansowanie części z budżetu - czyli z podatków, jak to się dzieje teraz - może ją uzdrowić. I do takiego rozwiązania nie potrzeba zwoływać żadnych szczytów, komisji, zawierać żadnych paktów ponad podziałami. Tworzenie jakiegoś sztucznego, nowego ciała, nawoływanie do wysłuchania „ekspertów”, medioznawców, dziennikarzy od lewa do prawa - to jest właśnie działanie polityczne, próba ukrycia chęci zachowania obecnego status quo w telewizji publicznej. Telewizja do biznes - i tak na to spojrzeć należy.
Tylko coś, co zarabia na siebie, co ma określony rynek i co ma szansę na działalność konkurencyjną - ma szanse na rację bytu.
Pojawią się zwykłe w takiej sytuacji pytania - a co z publicystyką? Co z misją?
Nie rozumiem tych pytań. Oglądając telewizję, różną - wszędzie widzę te same pyski, i ten sam podział. Jest dziennikarz „Rzepy”, „GW”, „Dziennika” i „Trybuny”. I tak jest i TVPInfo i w TVN24 i w Plus.
Kultura wysoka, dofinansowanie produkcji filmowych, „Katyń” Wajdy? Jest dobra - to znajdzie pieniądze i możliwości.
Jest też oczywiście sprawa z Polskim Radiem. Tu sprawa też nie jest wcale taka trudna. Układ pięciu stacji centralnych polskiego radia nie musi wcale być utrzymany. Dlaczego 5, a nie 3? Trzy - w formie jednej spółki - resztę sprzedać. A stacje lokalne? To też jest proste. Te naprawdę dobre, jak Radio „Merkury” z Poznania (ukłony dla Niny
) - utrzymają się bez problemu, a zaangażowani w nich dziennikarze chętnie pójdą na układ spółek pracowniczych. I wcale nie trzeba ich podporządkowywać samorządom, czyli poddawać nowej kontroli politycznej.
Cała dyskusja na temat ustawy medialnej i porządku medialnego - to dyskusja zastępcza. Jest prowadzona co jakiś czas, w intencji nie rozwiązania problemu - tylko w intencji obrony interesów politycznych poszczególnych grup. Albo interesów korporacji dziennikarskich. Teraz raban podnoszą dziennikarze „niezależni” z pod sztandarów „Rzeczpospolitej” - bo cały ten misterny układ, gdzie publicystyka i sektor informacji jest w rękach dziennikarzy prawicowych - się może posypać.
I zresztą powinien, bo oglądanie Wildsteina i Pospieszalskiego - to groźba utraty resztek zębów, od zgrzytania…
Azrael
Jeśli chcesz zostawić komentarz, wypełnij poprawnie poniższe pola.
Najświeższe komentarze