
Rozmowa ze Stanisławem Janickim (fragment) . Pełna wersja na money.pl
dlaczego dziś jest Pan w telewizji komercyjnej a nie w publicznej, ale już Pan wyjaśnił.
S.J.: Proszę pamiętać, że Kino Polska nie jest zwykłą telewizją komercyjną. Nie można tej stacji porównać do Polsatu czy TVN. Nic do nich nie mam, ale Kino Polska to galanteria, a tamte to taśma. Zgodziłem się na współpracę z Kino Polska, bo lubię to robić. W TVP miałem cztery minuty zapowiedzi, a tu mam blisko 10 minut - to już jest felieton, można się pobawić.
Money.pl: Pańskim zdaniem brak misyjnych programów to wina TVP, czy zwyczajnie czasy są inne?
S.J.: Telewizja Polska to miejsce zadżumione. Przychodzą tam do pracy normalni, zdolni ludzie pełni pomysłów, a po kilku miesiącach zupełnie się zmieniają w urzędników dbających o swój stołek, uprawiających prywatę. To zdumiewające. Istnieje telewizyjny Trójkąt Bermudzki. Tam się ginie. Czasy też na pewno się zmieniły. Gdy ja robiłem program, to dostawałem honorarium - jakby to przeliczyć na dzisiejsze realia - jakieś 300 złotych za odcinek. Za przygotowanie programu i prowadzenie. Nie były to pieniądze, o które warto było się bić. Dziś w grę wchodzą ogromne kwoty. Dla wielu ludzi są to pieniądze, dla których warto się ześwinić. Choć pewnie każdy ma nadzieję, że ześwini się tylko na jakiś czas, ale zostaje w tym i tkwi. Nie będę oczywiście wymieniał nazwisk, choć dość długa lista przychodzi mi do głowy.
Money.pl: Pamiętam PRL-owską telewizję jedynie z lat 80. Oczywiście nikt dziś z sentymentem nie wspomina Dziennika Telewizyjnego, ale było bardzo dużo programów edukacyjnych, a nawet te rozrywkowe, jak Wielka gra, miały ogromny walor edukacyjny. To nie był teleturniej typu: wygrasz nagrodę, jeśli zgadniesz, w którym pudełku jest schowana…
S.J.: Właśnie przypomniał mi Pan o edukacyjnych programach, świetne były. Dziś w publicznej tylko Sznuk został, jako ten ostatni Mohikanin. Przecież puszczano też wartościowe filmy, było wiele programów poświęconych kinu, nie tylko W starym kinie. Sądzę, że myśmy wtedy inaczej rozumieli telewizję. To było takie dziwne miejsce, w którym trzeba piec dwie pieczenie na jednym ogniu. Program musiał być atrakcyjny, a jednocześnie coś przemycać.
Money.pl: Można odnieść wrażenie, że dziś jest to miejsce, w którym chodzi tylko o jedną pieczeń.
S.J.: Rzeczywiście, ale na szczęście jest jeszcze parę miejsc, które niesłychanie sobie cenię. Do Kino Polska i RMF Classic chodzę z wielką przyjemnością. Miło jest spotkać się z pracującymi tam ludźmi. To w większości młodzi ludzie z profesjonalnym podejściem do pracy.
Money.pl: To może trzeba zostawić misję komercyjnym mediom, skoro i tak ja realizują, a TVP zostawić w spokoju, niech sobie robi, co chce?
S.J.: Nie sądzę, żeby tak mogło to funkcjonować. Misyjne programy nie przynoszą dużych zysków.
Money.pl: A płaci Pan abonament?
S.J.: Nie płacę, ale zaraz wytłumaczę, dlaczego. Przez parę lat pracowałem w Wytwórni Filmów Poltel, której to pracownicy dożywotnio byli zwolnieni z płacenia abonamentu. Wziąłem to na serio i do dziś nie płacę. Mam już swoje latka, więc niedługo będę zwolniony z płacenia także ze względu na wiek.D
Jeśli chcesz zostawić komentarz, wypełnij poprawnie poniższe pola.
Najświeższe komentarze