
Prezes Polskiego Radia Koszalin musi przeprosić swoja podwładną. Mówił o niej „ta dupa”. Prezes Adam Stacewicz przegrał przed sądem okręgowym w Koszalinie proces ze swoją była pracownicą. To nie koniec kłopotów zarządu Radia Koszalin. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy w czwartek załoga radia ma zażądać od Rady Nadzorczej odwołania prezesa i jego dwóch dyrektorów. Zarząd Radia wybrano za czasów koalicji PiS, Samoobrony i LPR..
Kobieta, która wygrała dziś sprawę, nie chce - z uwagi na charakter sprawy - ujawniać swoich danych. N. - w rozmowie z portalem gazeta.pl - powiedziała, że jej przypadek sędzia nazwała „werbalnym molestowaniem seksualnym”. Sąd uznał też, że doszło do szykanowania pracownicy radia.
Prezes o swojej podwładnej: Ta dupa
N. to była specjalistka do spraw marketingu w Dziale Promocji Radia Koszalin. W maju ubiegłego roku publicznie zaprotestowała przeciwko językowi, jakiego używał prezes wobec swoich pracownic.
„Ma więcej z przodu niż z tyłu”, „Ta dupa”, „Co tak ładnie wyglądasz, dałaś dobrze mężowi?” to tylko niektóre odzywki, jakimi - według N. i świadków na procesie - posługiwał się prezes Adam Stacewicz. Mężczyzna w swoim gabinecie powiesił też akty kobiece. Duże płótna przedstawiające zbliżenia kobiecych piersi i pośladków. - To kicz na granicy pornografii - oceniali świadkowie.
N zażądała od prezesa zmiany przyzwyczajeń. Bezskutecznie. Napisała więc list do zarządu, spotkała się w tej sprawie z szefem Rady Nadzorczej Radia - Krzysztofem Legunem. Obiecał porozmawiać z prezesem. Nawet jeśli porozmawiał, to niewiele wskórał, a N. zaczęła mieć kłopoty.
W rozmowie z portalem gazeta.pl, kobieta opowiedziała jak któregoś dnia została „zwabiona” do księgowości. Miała podpisać służbowe dokumenty. W pewnym momencie usłyszała „Tu jeszcze jakieś pismo pani podpisze”. Kobieta dowiedziała się, że teraz nie będzie zajmować się już sprawami marketingu, pozyskiwaniem unijnych funduszy. Została przeniesiona na stanowisko „specjalisty do spraw transportu”. Miała rozliczać użycie smarów w firmie. do jej obowiązków należało też wysyłanie paczek i praca na portierni. Za połowę dotychczasowej pensji. „To była propozycja nie do odrzucenia” - wspomina kobieta.
N. ma wyższe wykształcenie. Opowiada, że była wcześniej docenianym pracownikiem, dostawała wyróżnienie, nagrody. Wtedy nie wytrzymała. Złożyła wymówienie i pozew do sądu pracy. Jej zeznania potwierdzili świadkowie. Opowiadali, że prezes w ten sposób oceniał też inne kobiety. Jeden ze świadków opowiedział reakcję Stacewicza na wiadomość o pozwie. „Jeszcze stać mnie na panienkę z agencji i nie muszę na miejscu korzystać” - miał powiedzieć prezes.
Przeprosiny
Koszaliński sąd orzekł dziś, że zarząd Polskiego Radia Koszalin ma przeprosić kobietę umieszczając w budynku radia, na tablicy dla pracowników, przeprosiny za „naruszenie dóbr osobistych w postaci czci i godności N. jako kobiety”. Publiczne Radio ma też zapłacić za koszt procesu.
” W sensie moralnym - jestem usatysfakcjonowana” - mówi N. Już nie pracuje w Radiu Koszalin.
Wyrok nie jest prawomocny. Zadzwoniliśmy do Adama Stacewicza. Powiedział, że podróżuje i nie zna treści, ani uzasadnienia wyroku, jednak jeśli będzie on niekorzystny dla Radia to odwoła się od niego. Decyzja ma zapaść po konsultacji z prawnikiem.
Adwokat N., Tomasz Paplaczyk mówi portalowi gazeta.pl, że będzie chciał pisemnego uzasadnienia wyroku. „Ta sprawa dotyczy nie tylko Radia Koszalin, ale setek przedsiębiorstw, gdzie szef myśli, że jest bogiem i carem” - mówi Paplaczyk. „Pracownik ma prawo do ochrony prawnej” - podkreśla adwokat.
Zarząd ma kłopoty
Molestowanie seksualne to nie jedyny kłopot zarządu Radia Koszalin. Lista oskarżeń pracowników rozgłośni pod adresem zarządu może przyprawiać o zawrót głowy: podsłuchiwanie rozmów, zastraszanie pracowników, przeglądanie skrzynek mailowych, zakaz komunikowania się z określonymi osobami, wreszcie zwolnienia z pracy.
Przeciwko upolitycznieniu radia i mobbingowi protestował niedawno reporter Arkadiusz Jastrzębski. W czwartek załoga radia ma spotkać się z przedstawicielami rady nadzorczej spółki. Jak się nieoficjalnie dowiedział portal gazeta.pl dziennikarze będą domagać się odwołania całego zarządu.
Spotkanie to efekt narastającego protestu przeciwko działaniom zarządu Radia Koszalin. Władze rozgłośni pochodzą jeszcze z czasów koalicji Samoobrony, Ligi Polskich Rodzin i Prawa i Sprawiedliwości. Prezes Radia Adam Stacewicz to były protegowany Samoobrony, który po rozpadzie koalicji rządowej zyskał poparcie PiS. Jego zastępcami są popierani przez PiS: dwudziestosiedmioletni Robert Dziemba i Paweł Kuzenin. To ich odejścia domagają się pracownicy koszalińskiej rozgłośni. Nie wiadomo, czy równie upolityczniona, Rada Nadzorcza zgodzi się na odejście zarządu. Na razie kobiece akty zniknęły z gabinetu prezesa Stacewicza. Sędzia z Koszalina, która dziś wydała wyrok podkreśliła, że nie może być tak, by pracownik wchodząc do gabinetu swojego szefa musiał spuszczać oczy. <za Gazetą Wyborczą>
Jeśli chcesz zostawić komentarz, wypełnij poprawnie poniższe pola.
Jesteśmy z Wami!!!