
Barbara Bubula
TVP ma pozostać zmonopolizowana przez ludzi o światopoglądzie lewicowym i liberalnym, nie ma w niej miejsca dla tradycjonalistycznej i patriotycznej prawicy. Jakkolwiek ułożą się koalicje w KRRiT, Radzie Nadzorczej i Zarządzie TVP, w żadnej nie przewiduje się udziału nikogo, kto kojarzyłby się z Prawem i Sprawiedliwością.
Wieczorem 3 marca Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, po siedmiu miesiącach pracy i sporów, wybrała Radę Nadzorczą Telewizji Polskiej na najbliższe trzy lata. Nikt nie próbuje udawać, że w rezultacie uzyskane zostało „odpolitycznienie” mediów publicznych. Wręcz przeciwnie, w siedmioosobowym składzie wprost wskazuje się dwóch członków PSL i dwóch przedstawicieli SLD. Do tego dochodzi dwóch delegatów ministerstw (czyli Platformy Obywatelskiej). Jako siódmego, dla zademonstrowania rzekomego pluralizmu, wskazano prof. Wojciecha Roszkowskiego, byłego eurodeputowanego PiS. Pat uniemożliwiający wyłonienie składu rady wydawał się nie do przezwyciężenia, przepychanki trwały kilka miesięcy. Lewica żądała dla siebie trzech mandatów w radzie, uzyskała dwa. Platforma, nie mogąc przezwyciężyć oporu ludzi Grzegorza Napieralskiego, postanowiła ich kosztem o wzmocnieniu PSL, sama zostawiając sobie tylko dwa miejsca będące w gestii rządu. Ludowcy uzyskali dzięki temu w nowych władzach TVP nieproporcjonalnie dużą reprezentację. Osoba prof. Roszkowskiego w tych układankach niestety się nie liczy. Nikt nie potrzebuje jego głosu, by uzyskać większość w siedmioosobowym gremium. Łatwo policzyć, że konfiguracje mogą być trzy: PO z PSL (2+2), PO z SLD (2+2) oraz - najmniej dziś prawdopodobna - SLD z PSL (2+2).
Nowo wybrana rada nadzorcza ma teraz obowiązek wskazać nowy skład trzyosobowego zarządu telewizji, który rządzić będzie na Woronicza do roku 2015. Do tego potrzebny jest konkurs, a jego wyniki musi zatwierdzić (i dokonać rzeczywistego wyboru prezesa i jego dwu zastępców) wyższa instancja, czyli Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Zanim to nastąpi (może minąć kolejnych kilka miesięcy), nowa rada nadzorcza ma prawo czasowo delegować do pełnienia funkcji szefa telewizji jednego ze swoich członków. Tak też się stało. W piątek, 4 marca, jak ogłoszono - na okres sześciu tygodni, pełniącym obowiązki prezesem został Juliusz Braun, delegat ministra kultury w radzie nadzorczej, a więc osoba związana z PO. Kto będzie potem decydował o personaliach władz polskiej telewizji? Krótkoterminowo, jednak w praktyce nawet przez wiele miesięcy - może to być PO i PSL (do tego wystarcza zwykła większość w radzie nadzorczej). Długoterminowo, a więc w perspektywie kilku lat - nikt bez poparcia SLD się nie przeciśnie (do tego trzeba czterech z pięciu głosów w KRRiT, tu SLD ma dwóch członków, a PO i PSL dysponują łącznie tylko trzema głosami). Dlatego największą siłą w przyszłych decyzjach personalnych w mediach publicznych rozporządza lewica.
Więcej w Naszym Dzienniku
Jeśli chcesz zostawić komentarz, wypełnij poprawnie poniższe pola.
Najświeższe komentarze